maszynka do zarabiania pieniędzy

"Maszynka do zarabiania pieniędzy" 17. Podziel się: 17. Podziel się: "Czarku, tak jak lubisz listy otwarte, tak teraz ja piszę taki do Ciebie i mam nadzieję, że na niego odpowiednio Zapraszam do odsłuchania audycji Off Czarek radia TOK FM. W programie Cezarego Łasiczki opowiadam o jednej realizacji architektonicznej, która mnie w ostatnim… #KSEF nie obejmuje dokumentów dot. importu usług czy WNT, gdzie podatnikiem jest nabywca. Jak wskazało MF podczas dzisiejszego webinarium nt. API: "System… ChatGPT has shocked everyone. Programmers, marketers, artists, and even lawyers are talking about it. Its effectiveness is astounding, and the work on this… Miły prezent dla pracownika będzie dodatkowym argumentem przemawiającym za tym, by pozostać w dotychczasowej firmie. I nie chodzi bynajmniej w tym wypadku o wartość materialną. Chodzi o gest pokazujący, że podwładny to nie tylko maszynka do zarabiania pieniędzy, ale po prostu człowiek mający swoje potrzeby i uczucia. Wie Lange Dauert Es Vom Kennenlernen Bis Zur Beziehung. Jedni pukają się w czoło, drudzy z zainteresowaniem słuchają, jak magiczna skrzynka z kilkoma elektronicznymi płytkami w środku może zarabiać pieniądze. Rąbka tajemnicy uchyla Robert Dulat (39 l.), który zapewnia, że jego wynalazek przynosi co najmniej kilka tysięcy złotych dochodu miesięcznie. – To bardzo szybki komputer, którego podstawą są wydajne karty graficzne. Dzięki temu w szybkim tempie można wydobywać wirtualne pieniądze – mówi wynalazca. Kurs wirtualnej waluty zwanej Etherum, tylko w ciągu 2017 roku wzrósł z 40 zł do prawie 5 tys. zł. Wynalazek Dulata nie polega jednak na tym, aby szybko kupować elektroniczny pieniądz. Chodzi o to, aby szybko go produkować, bo ilość Etherum, które mogą powstać, jest ograniczona. Wygrywa ten, kto wyprodukuje ich najwięcej. Do tego potrzebny jest szybki komputer, a takie produkuje mieszkniec naszego regionu. Sam ma ich w domu kilkanaście. Na brak pieniędzy nie narzeka, a jego jedynym zmartwieniem są części do urządzeń. Tych o wymaganej mocy brakuje bowiem na rynku. Problemem może być również fakt, że dobra passa w końcu się skończy, bo ilość osób szukających wirtualnych pieniędzy w sieci rośnie. Dulat nie wygląda na magika. Brakuje mu też charakterystycznej błyskawicy nad okularami, która była znakiem rozpoznawczym Harrego Pottera. Nie odstaje jednak od znanego czarodzieja. Podobnie jak on, uczył się daleko od rodzinnej miejscowości. Może nie w Hogwarcie, do którego odjeżdżał zaczarowany pociąg, ale miejsce pobytu, gdzie przez dziewięć lat pracował i tak robi wrażenie. Mowa o Sydney, która od lat znajduje się w pierwszej dziesiątce miast o najwyższej jakości życia na świecie. Dulat pracował na zlecenie firm, pisał oprogramowania. Nie zdradza jednak dla kogo, bo tego w tej branży robić nie wolno. W pewnym momencie postanowił jednak odpocząć. Przyleciał do Polski na urlop, który trwa już … ponad trzy lata. Wszystko za sprawą tajemniczej blondynki, która niczym Hermiona, filmowa partnerka Harrego Pottera, była powodem, dla którego Robert Dulat do Australii już nie wrócił. Postanowił rozkręcić biznes w Polsce. Za dotknięciem czarodziejskiej różdżki stworzył komputer, który podłączony do prądu przez 24 godziny na dobę szuka w internecie specjalnych haseł, za którymi skrywają się wirtualne pieniądze. Trafiają one później na normalne konto i można je wypłacić, po przewalutowaniu na złotówki, nawet w Żabce czy na poczcie. Niewielu wie co to bitcoin, a jeszcze mniej zwykłych śmiertelników słyszało o walucie zwanej etherum. To nic innego jak pieniądze, które funkcjonują jedynie w przestrzeni wirtualnej. Dokonywane transakcje są anonimowe, odbywają się bez prowizji i pośredników. Nawet najlepsze służby mogą mieć problem, aby namierzyć internautów, którzy handlują takimi walutami. Ich plusem jest to, że można wysyłać je błyskawicznie w każde miejsce na świecie. Nie powierzamy ich żadnym osobom trzecim, tak jak ma się to w przypadku tradycyjnych płatności, gdzie środki są w dyspozycji banków. Elektronicznymi pieniędzmi można płacić nie tylko w wieli internetowych sklepach, ale i coraz częściej w stacjonarnych placówkach. Płatności przyjmuje sieć T-Mobile czy Heyah. Ilość waluty jest jednak ograniczona, spada także jej wartość. Tak było w przypadku bitcoina w ubiegłym roku, kiedy chętnych do jego kupna było wielu. Stąd, co pewien czas powstają nowe waluty, które mają bardziej rozbudowane systemu zarządzania nimi. To wykorzystał wolsztynianin, który dziś sprzedaje nawet kilkanaście komputerów miesięcznie. To tzw. koparki, których zadaniem jest produkowanie Etherum. Komputer jeszcze w ubiegłym roku można było kupić za 10 tys. zł. Dziś kosztuje już prawe 15, a wszystko przez coraz droższe części. Robert Dulat przyznaje, że wszystko jest legalne i zamierza wprowadzić sprzęt do sklepów. Dziś ma klientów z całej Polski. Zachęca, aby traktować komputery jako źródło ogrzewania w domu. – Produkują dużo ciepła i dlatego sprzedaje je również jako… zrobotyzowany kominek – mówi. To kominek, który nie tylko daje ciepło, ale i zarabia. Ile? Miesięcznie nawet 3 tys. zł lub więcej. Wszystko zależy od kursu waluty. Ten, od dłuższego czasu szybuje w górę i na ten moment nie zanosi się, aby spadł niczym filmowy Potter ze swej latającej miotły. Jeżeli jednak tak się stanie i pewnego dnia komputery przestaną wyszukiwać Etherum, będzie można, jak zapewnia Dulat, zarabiać w inny sposób. Jaki? Ten pomysł zapewne skrywa już w swojej komnacie tajemnic. ŁR Oczywiste jest, że ta książka jest skierowana przede wszystkim do kierowników sprzedażny i do szefów firm. Ci znajdą w niej możliwe sposoby rozwiązania swoich najbardziej poważnych problemów. Kierownicy marketingu również znajdą w niej wiele dobrych pomysłów. Czym się te dwie dziedziny – sprzedaż i marketing – różnią? Tu pozwolę sobie zacytować Goldratta: Marketing to ci, którzy rozrzucają ziarenka kukurydzy nad brzegiem jeziora. Gdy przelatujące stado dzikich gęsi, widząc te ziarenka, wyląduje i zacznie się nimi zajadać, przychodzi kolej sprzedawcy. To on skieruje lufę swojej dubeltówki na te gęś, która mu się najbardziej podoba i przetworzy ją na obiad. Ale ta książka, wskazując na powiązania różnorodnych funkcji w firmie – takich jak produkcja, logistyka, wsparcie klienta czy tez działy finansowe i wynagrodzenia – ze sprzedażą, przyniesie korzyść każdemu, kto jest zainteresowany tym, żeby jego firma, działając jako maszyna mająca produkować dochody, osiągnęła swój cel. Podsumowując; polecam ją każdemu, kto jest gotów odkrywać nowe sposoby usprawniania działalności swojej firmy i każdemu, kto szuka inspiracji dla rozwoju biznesu. Ze wstępu do wydania polskiego. Autor Richard Klapholz & Alex Klarman Tytuł oryginału The Cash Machine Język Polski Rok wydania 2010 Stron 134 ISBN 978-83-60665-13-8 Cena 87,00 PLN Nowe radiowozy Inspekcji Transportu Drogowego wyposażone w fotoradary w ciągu miesiąca zarobiły już 11 mln zł. Minister Rostowski zaplanował, że w przyszłym roku do kasy państwowej ma wpłynąć 20,2 mld zł z mandatów i grzywien, więc maszynki do zarabiania pieniędzy poszły w ruch. Z ustaleń „Dziennika Gazety Prawnej” wynika, że 29 samochodów Inspekcji Transportu Drogowego w ciągu miesiąca zrobiły 33 tys. zdjęć kierowcom przekraczającym prędkość. Przyjmują, że średni mandat wynosi ok. 350 zł, flota samochodów zarobiła już 11,5 mln zł. Kierowcy nie szczędzą słów krytyki pod adresem nowych radiowozów z fotoradarami i wskazują, że w przeciwieństwie do nieoznakowanych aut policyjnej drogówki, radiowozy ITD nie muszą zatrzymywać na miejscu sprawcy wykroczenia – robią jedynie zdjęcie, a zawiadomienie przychodzi później. Według kierowców tego typu działania trudno jest nazwać prewencyjnymi. Wiele osób jest zdania, że radiowozy ITD służą jedynie do nabijania państwowej kasy. Źródło: Gazeta Prawna W sierpniu polecałem zainteresować się akcjami SFD. Od tego czasu ich kurs urósł o 480%, dlatego postanowiłem raz jeszcze przyjrzeć się spółce żeby sprawdzić czy nadal warto w nią zainwestować. Akcje SFD Jeśli jeszcze nie czytałeś tamtego tekstu to zachęcam do lektury – Akcje SFD – wzrost jak po odżywce białkowej? Co prawda zaprezentowane tam dane finansowe są już mocno nieaktualne, ale tekst ten przybliży Ci spółkę, jeśli jeszcze jej nie znasz. To całkiem możliwe, bo nadal wielu inwestorów o SFD nic nie słyszało albo traktuje ją jako sprzedawcę produktów dla „koksów z siłowni”. To spory błąd, dający większe szanse zysku dla tych, którzy poświęcili czas na dokładne zapoznanie się ze spółką. Chociaż nie wiem czy nie powinienem spółkę opisać jeszcze raz. Przez ostatnie kilka miesięcy bardzo dużo się zmieniło (na plus) i dziś SFD jest już inną firmą niż wtedy. Oczywiście nadal zajmuje się tym samym – produkcją i dystrybucją odżywek dla sportowców, ale coraz bardziej rozpycha się też na rynku produktów fit. Znacznie powiększyła się też sieć dystrybucji. Głównym kanałem sprzedaży jest e-commerce. Sklep internetowy SFD jest odwiedzany ponad 4 mln razy miesięcznie przez prawie unikalnych osób. Dynamicznie rośnie też sprzedaż na zewnętrznych platformach, czyli Allegro, Amazon i Ebay. Dodatkowo spółka dysponuje 10 sklepami własnymi oraz 56 sklepami franczyzowymi. Produkty SFD można też kupić u innych dystrybutorów, np. na siłowniach i w aptekach. Wielkim sukcesem firmy jest też wejście z własnymi produktami do wszystkich sklepów sieci Decathlon, co nastąpiło po 3-miesięcznym okresie testowym. Rozwój spółki Trwająca pandemia nie tylko nie osłabiła pozycji spółki, ale wręcz ją wzmocniła. Mimo zamknięcia siłowni – sprzedaż dynamicznie rosła a trwający lockdown nie przeszkodził w otwieraniu kolejnych sklepów franczyzowych. Jest to bardzo korzystne dla SFD rozwiązanie, gdyż wpływa na zdobycie nowych klientów a ryzyko bierze na siebie franczyzobiorca. Jak już napisałem wyżej, SFD to nie tylko „sklep z odżywkami dla siłaczy”. Spółka doskonale wstrzeliła się w trend zdrowego odżywiania i zdrowego trybu życia. W asortymencie firmy znajdziemy ciastka bez dodatku cukru, witaminy, gotowe pełnowartościowe posiłki. Produkty wytwarzane są nie tylko pod markami własnymi (np. Allnutrition, Berserk Labs), ale również z wykorzystaniem gwiazd mediów społecznościowych. Nowi odbiorcy Strzałem „w 10” była decyzja o sponsoringu gal „Fame MMA”, dzięki czemu marka trafiła do świadomości wielu (głownie młodych) ludzi. Prawdziwym majstersztykiem trzeba nazwać nawiązanie współpracy z Deynn – celebrytką z Instagrama, którą śledzi 1,6 mln osób. Odżywki sygnowane marką „AllDeynn” i kierowane głównie do młodych kobiet stały się przebojem ostatnich tygodni. Przykładowo suplement COLLAROSE, który jest polecany kobietom dbającym o piękny wygląd i pragnącym spowolnić proces starzenia się, kosztuje w sklepie SFD 99 zł i został kupiony już przez 8000 osób. Takich produktów jest więcej a mnóstwo pozytywnych recenzji pozwala podejrzewać, że licznik sprzedaży będzie cały czas bardzo aktywny. Mam nadzieję, że powyższe pokazuje dokładnie, w jaki sposób SFD stało się maszynką do zarabiania pieniędzy i skąd wziął się ten mocny wzrost kursu akcji. Przyjrzyjmy się teraz aktualnym wynikom, żeby zastanowić się czy to czas na realizację zysków czy wręcz przeciwnie – nadal dobry czas na kupno akcji. Sytuacja majątkowa SFD 3 dni temu spółka opublikowała dane za IV kwartał 2020 roku. Możemy więc ocenić sytuację majątkowa, finansową i płynnościową SFD na koniec ubiegłego roku. Trzeba jednak pamiętać o tym, że są to dane nie zweryfikowane jeszcze przez biegłego rewidenta. Suma bilansowa zwiększyła się z 39,2 do 54,4 mln zł, co było zasługą przede wszystkim znacznego wzrostu aktywów obrotowych. Majątek trwały wzrósł nieznacznie – z 13,9 do 14,4 mln zł, ale i tu znajdziemy sporo pozytywnych zmian. Dzięki amortyzacji o ponad 360 tys. spadła „wartość firmy”. Jeśli sądzisz, że mniejsza „wartość firmy” w bilansie jest sytuacją negatywną to polecam lekturę któregoś z tekstów poświęconych analizie bilansu. Wzrosła natomiast wartość rzeczowych aktywów trwałych, np. środkow transportu, maszyn oraz budynków i lokali. To kolejny dowód na rozwój firmy, ale nie ostatni. Kolejnych dostarcza nam analiza aktywów obrotowych. Wartość zapasów wzrosła z 19,4 do 31,4 mln zł i powodem nie jest wcale zaleganie towaru w magazynie, ale wręcz przeciwnie – przygotowanie spółki do skokowego wzrostu obrotów. Kapitały spółki O wyniku finansowym napiszę więcej poniżej – tu napomknę tylko, że w 2020 roku spółka zarobiła „na czysto” prawie 12 mln zł. To niewiele mniej niż w ubiegłym roku wynosiła wartość wszystkich funduszy własnych SFD! Tak znaczny wzrost zysku spowodował, że mimo wypłaty w grudniu zaliczki na poczet dywidendy, obecnie kapitały własne SFD są o 60% wyższe niż rok temu i wynoszą 22,3 mln zł. Zadłużenie ogółem spółki wzrosło o prawie 6,9 mln zł, ale wynikało z większej skali działalności. Za wzrost zadłużenia odpowiadały głównie zobowiązania z tytułu dostaw czy z tytułu podatków i innych tytułów publicznoprawnych. Wartość kredytów i pożyczek spadła, co raz jeszcze pokazuje korzystną sytuację spółki. Wyniki finansowe Przychody ze sprzedaży w całym 2020 roku wyniosły 197,4 mln zł i wzrosły w porównaniu z 2019 rokiem o 38,7%. Czy możemy spodziewać się, że pozytywny trend zostanie zachowany? Najnowsze dane pokazują, że będzie jeszcze lepiej a sprzedaż dopiero się rozkręca. Wzrost w samym IV kwartale 2020 r. wyniósł 39,9% a w ubiegłym miesiącu już prawie 42%. Sukces linii produktów pod marką „AllDeynn” oraz wejście na nowe rynki zagraniczne (Wietnam, Szwecja) utwierdzają mnie w przekonaniu, że najlepsze dopiero przed SFD. Sukcesem nie jest jednak wcale wzrost sprzedaży. Ten można łatwo osiągnąć, np. poprzez spadek marż. SFD dzięki większej skali działalności zwiększa zyski w dużo szybszym tempie niż przychody. Jak już napisałem wyżej, zysk netto w 2020 roku wyniósł prawie 12 mln zł i wzrósł prawie o 400%! W samym IV kwartale, który jest dla spółki tradycyjnie słaby (w 2019 roku była wtedy strata) zysk wyniósł prawie 2,2 mln zł i był niewiele mniejszy niż przez cały 2019 rok. O ile wzrośnie zysk w 2021 rok, jeśli sprzedaż nadal będzie rosła w tempie 40% (a wiele na to wskazuje)? Poprawa wyników SFD jest szczególnie widoczna przy zysku operacyjnym. EBITDA, czyli zysk operacyjny powiększony o amortyzację wyniósł w IV kwartale ponad 3,6 mln zł i wzrósł r/r o blisko 1000%. Poprawa rentowności Kolejnym pozytywnym wnioskiem z lektury sprawozdania jest trzymanie kosztów w ryzach. Oczywiście w związku z tak dynamicznym rozwojem spółki musiały one wzrosnąć, ale wzrost ten jest mniejszy niż w przypadku przychodów. Koszty działalności operacyjnej ( materiały, energia, wynagrodzenia) wzrosły o mniej niż 32%. Pozytywny trend jest kontynuowany i w IV kwartale wzrost kosztów działalności operacyjnej wyniósł jedynie 31%. Niższe stopy procentowe i spłata części kredytów przełożyły się na wyraźnie niższe koszty finansowe, choć akurat ta pozycja w rachunku wyników i tak jest w przypadku SFD stosunkowo niewielka. Dynamiczny wzrost przychodów i trzymanie kosztów pod kontrolą wpłynęły na znaczną poprawę rentowności sprzedaży. Rentowność sprzedaży netto wzrosła z 1,71% do 6,06% i jeśli będzie rosła nadal to niedługo SFD będzie miesięcznie zarabiać tyle co wcześniej przez cały rok. Przepływy finansowe O przepływach pieniężnych można krótko – są takie jakie powinny być. Spółka notuje dodatnie przepływy z działalności operacyjnej a ujemne na działalności finansowej i inwestycyjnej. Przepływy pieniężne netto razem są dodatnie. Taka sytuacja oznacza, że spółka zarabia nie tylko „na papierze”, ale w ślad za zyskiem księgowym idzie też gotówka. Środki pieniężne, które trafiają do SFD z prowadzenia działalności są na tyle duże, że firma inwestuje, spłaca zadłużenie i jeszcze sporo zostaje w kasie. Kilka miesięcy temu pisałem, że rosną szanse na dywidendy z SFD i teraz możemy być tego pewni. Już w grudniu spółka sprawiła swoim akcjonariuszom prezent w postaci dywidendy zaliczkowej a to jeszcze nie koniec. Przyjęta przez SFD w październiku polityka dywidendowa zakłada wypłacanie akcjonariuszom minimum 20% zysku netto za dany rok. Oznacza to, że za 2020 rok do posiadaczy akcji SFD trafi około 2,4 mln zł (6 groszy na akcje). Może wydawać się niewiele, ale to blisko 1,5% obecnego kursu i jest to wartość minimum. Sytuacja spółki jest tak dobra, że kwota dywidendy może być dużo wyższa. Podsumowanie Sam na części akcji SFD mam już ponad 1000% zysku, bo zacząłem je kupować gdy kosztowały około 30-40 groszy. Później uśredniałem w górę i nie przestałem tego robić do tej pory. Nie uważam, aby taki zysk na akcjach oznaczał konieczność realizacji zysków. Nie interesuje mnie, ile akcje wzrosły do tej pory, ale czy wzrosną w przyszłości. Tak naprawdę tego nikt nie wie, dlatego zastanawiam się ile dla mnie te akcje są warte teraz. Przy obecnym kursie (4,32 zł) wskaźnik C/Z wynosi 15,2. Już teraz nie jest to wygórowana wielkość a dla spółki wzrostowej wręcz niewielka. Sam stosuję zasadę zalecaną przez niektórych „guru” inwestowania, że wielkość wskaźnika C/Z powinna wynosić tyle, ile roczny wzrost zysku. Nawet jeśli przyjąłbym ostrożnie, że zyski będą rosły o tyle ile przychody (40%) to wskaźnik cena do zysku powinien również wynosić 40, co już teraz dawałoby wartość jednej akcji na poziomie 11,36 zł. Pamiętaj oczywiście, że nie jest to żadna rekomendacja i sam musisz przeanalizować spółkę. Ja pokazałem jedynie, że dla mnie znaczny wzrost kursu akcji SFD nie oznacza wcale, że trzeba realizować zyski. Wręcz przeciwnie – myślę, że najlepsze nadal przed spółką i sam ostatnio dokupiłem akcje SFD na rachunku IKE. Przypomnienie: Jak kupić akcje SFD? Ponieważ akcje SFD notowane są na rynku NewConnect – do ich kupna niezbędny jest rachunek maklerski. Jeśli jesteś początkującym inwestorem, inwestującym tylko na rynku crowdfundingu i jeszcze nie posiadasz rachunku – polecam szybkie założenie go. I tak będzie potrzebny w przyszłości, gdy spółka, której akcje posiadasz będzie debiutować na GPW lub NewConnect. Zakładając rachunek maklerski zwróć uwagę na opłaty – głównie za prowadzenie rachunku oraz pobierane prowizje maklerskie. Ja mogę z czystym sumieniem polecić bezpłatną usługę eMakler do konta w mBanku. Wystarczy posiadać bezpłatny rachunek bankowy w mBanku (nawet nieużywany) by rozszerzyć go o usługi maklerskie. Zrobisz to nawet bez wychodzenia z domu. Prowizje od transakcji w mBanku należą do najniższych i zaczynają się od 5 zł dla najmniejszych transakcji. Rachunek otworzyć (a następnie rozszerzyć go o usługi maklerskie) możesz wchodząc na stronę mBanku. Lubisz moje teksty? Polub mój profil na Facebook-u Pamiętaj, że jakikolwiek tekst w serwisie nie stanowi rekomendacji ani porady inwestycyjnej. Nie ponoszę odpowiedzialności za efekty i skutki decyzji podjętych po lekturze tekstów w serwisie Jeśli planujesz inwestycję w akcje – za każdym razem dokładnie zapoznaj się z materiałami przedstawionymi przez emitenta. Nie kieruj się opinią moją ani jakiejkolwiek innej osoby. Może Cię zainteresuje:Please follow and like us: UFC to historia sukcesu, zarówno sportowego, jak i finansowego. Umiejętność generowania przychodów przez Ulitimate Fighting Championship zrobiła na analitykach biznesowych takie wrażenie, że już w 2008 roku magazyn Forbes zaproponował zmianę nazwy tej organizacji na Ultimate Cash Machine. Nazwa pasująca do organizacji, którą bracia Fertitta kupili w 2001 roku za 2 miliony dolarów, a już w 2007 miała sprzedaż PPV na poziomie notowanego na nowojorskiej giełdzie i wartego wtedy 1,4 miliarda dolarów WWE. Obecnie UFC jest wyceniane na 2 miliardy dolarów. Jednak w ostatnich latach mimo wielu pozytywnych sygnałów (większa liczba gal, ekspansja zagraniczna, nowe umowy z coraz większymi koncernami mediowymi), obraz prężnie rozwijającej się organizacji zakłóciły informacje o spadającej oglądalności i sprzedaży PPV. Trudno ocenić, czy UFC generuje coraz większe przychody, bo Zuffa nie publikuje swoich wyników finansowych. UFC generuje przychody z wielu źródeł, które w wielu przypadkach bardzo trudno oszacować: – sprzedaż PPV – sprzedaż praw do transmisji gal i TUF koncernom mediowym (np. FOX, Globo, Orange Sport) – sprzedaż biletów na gale – sponsorzy (np. Bud Light, Harley Davidson) – wypożyczalnia historycznych gal na (każda gala dostępna za $9,99 w SD i $12,99 w HD) – sklep online UFC (od etui na iPhona po figurki zawodników i ubrania z logo UFC) – umowa licencyjna z EA Sports na stworzenie gry UFC – opłaty licencyjne wobec sponsorów zawodników – drukowany magazyn UFC (24$ za 7 wydań) Przychody ze sprzedaży PPV i biletów na gale stanowią większą cześć dochodów UFC. Sprzedaż PPV osiągnęła najwyższy poziom w 2010 roku, chociaż był on tylko nieznacznie wyższy niż w 2009 roku. Od 2010 roku wpływy PPV mają ujemny trend, a wpływy ze sprzedaży biletów nieznacznie rosną: UFC nie podaje wyników sprzedaży PPV, analiza opiera się na szacunkach branży, dla większości gal przedstawionych przez Davida Meltzera z a sprzedaż biletów wielu zagranicznych gal opiera się na własnych szacunkach. Jednak nawet zakładając pewien margines błędu, na postawie tych wyników nie można już stwierdzić, że UFC jest tą prężnie rozwijającą się organizacją, którą była kilka lat temu. Liczba gal w roku co prawda rośnie, ale liczba gal z PPV i średnia sprzedaż PPV na galę maleją. Wspaniałe wyniki UFC 168 sprawiły, że spadający trend jest mniej wyraźny, a 2013 był lepszy od 2012 roku, ale na podstawie jednej bardzo dochodowej gali nie można jeszcze stwierdzić, że UFC powraca do długotrwałych wzrostów. Przyczyną spadających wyników PPV w ostatnich latach raczej nie jest ani sytuacja makroekonomiczna (dochody gospodarstw domowych w USA nieznacznie wzrosły od 2010 roku), ani kiepska sytuacja na rynku PPV (trend dla HBO/Showtime PPV w tym okresie jest dodatni). Na pewno znaczącym ciosem dla UFC było odejście Brocka Lesnara. 4 z 7 najlepiej sprzedających się PPV w historii UFC miało Lesnara w walce głównej. Brock Lesnar nie tylko był bardzo wyrazistą i znaną postacią, ale na pewno przyciągnął też za sobą rzeszę fanów z WWE, przyzwyczajonych do płacenia za comiesięczne PPV. Możliwe, że negatywny wpływ na wyniki PPV ma coraz większa liczba gal na wysokimi poziomie sportowym, dostępna poza systemem PPV, nie tylko w UFC, ale i Bellatorze i WSOF. Może i cena PPV, poza wyjątkami, przez ostatnie lata nie zmieniła się, ale przykładowe UFC 161 Evans vs Henderson za 54,95 dolarów wydaje się dość drogie, biorąc pod uwagę, że miesiąc wcześniej UFC on FX Belfort vs Rockhold było dostępne za darmo na kanałach FUEL TV i FX. Mimo spadającego trendu sprzedaży PPV sytuacja UFC nie jest najgorsza. UFC 168 pokazało, że jest światełko w tunelu, a pozostałe trudniejsze do oszacowania źródła dochodów raczej rosną. Sam kontrakt z telewizją FOX zapewnia według Sports Business Daily Journal od 2012 roku 90 milionów dolarów rocznego przychodu. Na postawie samej dynamiki przychodów nie można określić czy UFC jest maszynką do zarabiania pieniędzy. Do takiego stwierdzenia trzeba jeszcze znać koszty tej organizacji, ale to już jest materiał na inną historię. Powyższy tekst został w całości opracowany przez Michała Kaczmarka, mającego na koncie kilkuletnie doświadczenie analityczne w jednej z większych sieci sprzedażowych w kraju. Czekamy na więcej wartościowego materiału.

maszynka do zarabiania pieniędzy